
CR Navigator: Na czym, w telegraficznym skrócie, polega Twoja praca?
David Barrie: Przede wszystkim jestem kreatywnym i społecznym przedsiębiorcą. Tworzę projekty i robię interesy. Moja praca polega na transformowaniu gospodarek i społeczeństw. Mogą to być inicjatywy odnowy urbanistycznej, które poprawiają jakość przestrzeni publicznej, niekiedy są to inicjatywy zaangażowania społecznego, dzięki którym ludzie czerpią przyjemność ze wspólnego działania. Dzięki temu udaje się poprawić klimat wśród społeczności lokalnych.
Niekiedy jest to realizacja inicjatyw, które są przedmiotem aspiracji społecznych, a niekiedy planów czysto biznesowych. Otworzyłem m.in. supermarket, z którego zyski inwestowane są w rozwój przedsiębiorstwa. Nie ma tu udziałowców, którzy czerpaliby dochody z przedsięwzięcia – ludzie, którzy kupują w tym sklepie wiedzą, co się dzieje z przychodami z jego prowadzenia. Można robić wiele rzeczy, które wiążą się z udziałem w życiu publicznym, współpracą i wprowadzaniem zmian społecznych.
CR Navigator: Kto przede wszystkim korzysta z Twojej pracy?
David Barrie: Beneficjentami tego, co robię, są przede wszystkim ludzie uczestniczący w procesie zarządzania, ponieważ moje inicjatywy pozwalają na realizację wartości, do których w innym przypadku nie mieliby dostępu. Z mojej pracy korzystają także zarządcy nieruchomości i deweloperzy poszukujący wartości większych, niż tylko wartość posiadanej ziemi, ale jej beneficjentami są też zwykli ludzie, korzystający z oferowanych im usług.
CR Navigator: Twoja firma prowadzi programy odnowy dla miast. Kto je kupuje? Innymi słowy, kim są Twoi klienci?
David Barrie: Moimi klientami są organizacje rządowe, społeczności lokalne, deweloperzy, NGO, ale także organizacje typu non-profit.
CR Navigator: A kiedy organizacja non-profit przychodzi do Ciebie ma już pieniądze na projekt, czy to Twoją rolą jest znaleźć środki w ramach jego realizacji?
David Barrie: Czasami zaczynam od zera, zgodnie z życzeniami społeczności czy też klienta i w pierwszej kolejności zajmuję się zbiórką pieniędzy. Niekiedy, i to się zdarza częściej, organizacja lub instytucja dysponuje pewną ilością pieniędzy lub ma gotowy plan, który chce sfinansować. Ja otrzymuję te środki, a niekiedy wykorzystuję, aby zdobyć więcej pieniędzy i zwiększyć skalę projektu.
Moje zadanie polega na opracowaniu planu i uruchomieniu realizacji projektu, jednak wymaga to udziału wielu osób, instytucji i organizacji. Zawsze opracowuję projekty w taki sposób, aby móc wycofać się z nich po pewnym czasie – wtedy to grupa społecznościowa, samorząd lokalny czy, tak jak niedawno to miało miejsce, klienci sklepu muszą przejąć zarządzanie projektem.
CR Navigator: Od jak dawna koncepcja odnowy urbanistycznej i przedsiębiorczości społecznej ewoluuje w Wielkiej Brytanii? Kiedy faktycznie na rynku pojawiło się na nią zapotrzebowanie?
David Barrie: Zacząłem w 2002 r. od projektu odnowy, który zaowocował rewitalizacją najróżniejszych obszarów przestrzeni publicznej w Yorkshire. Liczba klientów rośnie powoli, ale stale. Szczególnie ma to miejsce wśród organizacji rządowych i osób prywatnych. Dzieje się tak, ponieważ to, co robię wpisuje się w ramy modeli zrównoważonego rozwoju i współpracy. Kryzys daje się odczuć, państwo nie jest w stanie zadbać o regenerację i odnowę, a deweloperzy muszą generować zyski z posiadanych aktywów, ponieważ ceny nieruchomości bardzo spadły. Tak więc ten proces postępuje stosunkowo od niedawna, niespełna 10 lat.
CR Navigator: Czy spodziewasz się, że ta sama tendencja opanuje inne rynki Europy środkowej?
David Barrie: Prekursorem wszelkich działań społecznych jest sytuacja, w której ludzie i system współistnieją w harmonii, a co za tym idzie, nie trzeba prosić o pozwolenie na działanie. Z kolei obywatele są niekiedy na tyle nieufnie nastawieni do oficjalnych instytucji, że są zdeterminowani, by przejąć inicjatywę. Realia są jednak takie, że znaczna większość ludzi czuje się niepewnie w sytuacji gdy zmuszeni są przejąć inicjatywę dlatego też, aby proces o którym mówimy mógł się dokonać, wystąpić musi swego rodzaju transformacja kulturowa. Potrzebują jej także urzędnicy i biurokraci, aby móc zaakceptować ideę innowacji i publicznego zaangażowania w świadczenie usług. Jest to powolny proces, który w Anglii postępuje dopiero od niecałych 10 lat.
Chodzi tu także o konserwatywne podejście do podatków, podatników i przysługujących im praw. Ludzie, którzy płacą podatki lub prowadzą firmy, chcą wiedzieć, że w jakimś sensie otrzymają ich zwrot, zwłaszcza w krajach, gdzie opodatkowanie jest wysokie, tak jak w Wielkiej Brytanii. To element przemiany kulturowej, społecznej i mentalnej. System uznaje, że płatnicy mają prawo wiedzieć, na co są wydawane ich pieniądze. I musi się do tego dostosować.
CR Navigator: Jaki jest związek pomiędzy odnową urbanistyczną, przedsiębiorczością społeczną i zrównoważonym rozwojem?
David Barrie: Zrównoważony rozwój, czy nam się to podoba czy nie, jest w znacznej mierze kwestią międzynarodowych rynków finansowych. W ciągu ostatnich 20 lat ludzie przewartościowali w dużym stopniu sposób myślenia o aktywach i ich wartości. Przeszliśmy już pewien etap: etap aktywów finansowych i zabezpieczenia majątkowego.
W Wielkiej Brytanii, ze względu na ruch ekologiczny i wymogi zrównoważonego rozwoju ludzie zaczęli dostrzegać nowe aktywa: związane z energią, odpadami itd. Istnieją także aktywa czysto ludzkie, takie jak umiejętności czy produktywność. Ludzie zrozumieli, że w ramach zrównoważonego rozwoju musimy zmierzyć się z takimi zagadnieniami, jak konsumpcja, zmiany klimatu, a nawet sposób dojeżdżania do pracy. W rzeczywistości społeczeństwo powoli zdaje sobie sprawę, że wzrostu gospodarczego nie można mierzyć przy pomocy PKB (Produktu Krajowego Brutto). A gdy pojawiają się pojęcia społeczne oraz system socjalny w kontekście zrównoważonego rozwoju, powiązanie między tymi zagadnieniami staje się widoczne, ma to miejsce bez wątpienia w Wielkiej Brytanii. Można walczyć o ochronę środowiska, ale trzeba zarazem przekazać odpowiednią wiedzę dzieciom. W ten sposób zapewniamy sobie większą skuteczność i efektywność rozwoju gospodarczego na najbardziej podstawowym, lokalnym poziomie.
CR Navigator: Kiedy opinia publiczna w Wielkiej Brytanii zaangażowała się w CSR?
David Barrie: W chwili obecnej to nadal bardzo wczesny etap, wiele rzeczy nie zostało jeszcze potwierdzonych, nie ma danych empirycznych, jest tylko intuicja, która podpowiada nam, że idziemy w słusznym kierunku.
Oczywiście, w wielu obszarach osiągnięto wysoki poziom, jednak w wielu innych działamy na bardzo podstawowym poziomie. Przykładem tej sytuacji jest fakt, że ludzie często zdają sobie sprawę z problemu marnowania zasobów i mają poczucie, że mogliby coś zrobić w tej sprawie. Nie ma znaczenia, czy chodzi o nieeksploatowany kawałek gruntu, o wykluczenie społeczne czy inne problemy o skali lokalnej. To bardzo podstawowe kwestie, ale wymagają gotowości do zmian. W wielu krajach pojawiają się często skargi na niedostateczne tempo rozwoju jako czynnik hamujący rozwój, które to skargi nie zawsze są uzasadnione. Podam dwa kontrargumenty. Z mojego doświadczenia wynika, że najskuteczniejsze i najlepsze przedsięwzięcia społeczne i projekty rewitalizacji miejskiej realizuje się w społeczeństwach industrialnych i postindustrialnych, które mają poczucie własnej tożsamości i historii. Na początku zmianom towarzyszy daleko posunięty sceptycyzm, ale przy użyciu odpowiednich narzędzi da się zmotywować ludzi do działania na rzecz określonej sprawy. Druga kwestia to fakt, że te narody bardzo dobrze rozumieją pojęcie kolektywizmu. To wszystko nie dzieje się wyłącznie w ramach konwencjonalnego rozumienia zysków.
CR Navigator: Czy zauważasz wzrost bądź rozwój działań w obszarze CSR na waszym rynku, czy może jest ono zjawiskiem istniejącym od dawna?
David Barrie: CSR istnieje od zawsze. Firmy notowane na giełdzie zgodnie z prawem muszą wykazać swoje działania na rzecz CSR, które są rejestrowane przez państwo. Jest to stale analizowane. Te procesy i narzędzia wywodzą się z pojęcia etycznego produktu, które ukuto mniej więcej 25 lat temu. To fragment krajobrazu ekonomicznego, który jednak jest nadużywany. Istnieje zjawisko greenwashingu, fałszowania działalności społecznej. Czasami te działania wychodzą na jaw i przybierają formę niemalże drwiny z ludzi. Niektóre firmy jednak rozumieją, jak ważna jest odpowiedzialność, i zwłaszcza po ostatnim kryzysie zdają sobie sprawę, że nie można traktować CSR- u jako narzędzia na miarę PR.
CSR to model biznesowy. Nie polega na przyklejaniu etykietki Ferrari na zwykłym samochodzie wyścigowym – tego robić nie można. Nadal jednak mamy do czynienia z greenwashingiem na wielką skalę, z nadużywaniem działań społecznych, podważana jest wiarygodność tych działań w oczach opinii publicznej. Trochę przypomina to reklamę firmy GAP, która zebrała radosną grupę ludzi wszystkich narodowości, oczekując, że ten wizerunek powstrzyma pytania na temat tego, w jaki sposób powstają szyte przez firmę ubrania.
Myślę, że ludzie rozumieją te kwestie. Rozumieją reklamy, komunikaty, i rozumieją, że współpraca może być dobra albo zła. W rzeczywistości ludzie rozumieją marketing znacznie lepiej, niż ich o to podejrzewamy.
W zaangażowaniu przedsiębiorstw dobre jest to, że w każdym sektorze znajdą sie sprawy, które aż proszą o „dobre uczynki”. To może być samobójcze. To wspaniałe, że w takie działania angażują się największe firmy, ludzie, którzy generują faktyczny zysk i wnoszą ogromny wkład w gospodarkę. Fantastyczne jest też to, że wszystkich można zmotywować, aby myśleli tak, jak biznesmeni - aby myśleli o tym, co robią, jak o produktach lub usługach.
Jednak ten krajobraz „dobrych uczynków” niesie za sobą fundamentalny problem – jeśli nie włączymy go w główny nurt i nie zaczniemy mówić językiem większości, będziemy po prostu prowadzili bardzo szeroko zakrojoną działalność charytatywną.
Firmy muszą przy tym wiedzieć, że jeśli ludzie zaczną się angażować, zaczną także zadawać trudne pytania, na które firmy boją sie zwykle udzielać odpowiedzi. Jest to jednak konieczność, ponieważ ważnym elementem naszej działalności jest transparentność. Jeśli nie jesteś transparentny, nikt ci nie ufa. Jeśli ludzie ci nie ufają, to po prostu cię ignorują.
CR Navigator: Jak więc zdobyć zaufanie?
David Barrie: Moim zdaniem można to osiągnąć poprzez determinację, stale zaznaczając swoją obecność. To swego rodzaju zasada, którą można znaleźć na przykład na Facebooku. Zamieszczając setki wpisów dziennie, można oczekiwać, że być może jeden utkwi w pamięci i przykuje uwagę. Ta przestrzeń jest jednak zarazem niebezpieczna – jest zbyt dużo debat, zbyt duże przeintelektualizowanie, do głosu dochodzą określone kreatywne grupy kulturalne, zaczyna się rozmowa o społeczeństwie obywatelskim, która jest zbyt akademicka.
Przy tym wszystkim należy także, a może przede wszystkim, realizować praktyczne działania, które mają wpływ na realnych ludzi, żeby coś osiągnąć trzeba ubrudzić sobie ręce. Problem w tym, że dla osób kreatywnych jest to trudne. Należy jednak pamiętać, że wykonywanie trudnej pracy w trudnych czasach daje o wiele większe szanse sukcesu w przyszłości.
CR Navigator: Dziękuję za rozmowę.